Muzyka

piątek, 19 grudnia 2014

Wrażenia po kilku miesiącach

Pononwnie postanowiłam napisać o moim liceum. Jestem nim naprawdę mile zaskoczona. Po gimnazjum nie miałam zbyt dobrego zdania o szkole i nauczycielach. Zawsze narzekałam na ocenianie "po nazwiskach", ciągłe krzyki i olewanie ucznia. Dobrze wspominam może trzy nauczycielki, które jako jedyne były kompetentne.
Uczęszczam do drugiego (kwestia sporna) najlepszego liceum w powiecie. Trafiłam na ciekawych ludzi i dobrą wychowawczynię. Jestem naprawdę zadowolona.
Kilku moich znajomych uczęszcza do konkurencyjnej szkoły, a po rozmowie z nimi upewniłam się, że dobrze wybrałam. Nauczyciele nie wywierają na nas presji, nie straszą maturą i naprawdę dbają o nasze samopoczucie na lekcjach. Wiem, okropnie słodzę, ale cieszę się z tego. Czeka mnie jeszcze dużo nauki, ale w takiej szkole i z takimi ludźmi dam radę.
Mam nadzieję, że Wy także jesteście zadowoleni ze swojej szkoły.

Najlepsze życzenia z okazji Nowego Roku. Niech los się do was uśmiecha!

niedziela, 12 października 2014

I jak w nowej szkole?

Witam po bardzo długiej przerwie. Już ponad miesiąc jestem w liceum. Na początku bałam się takiej zmiany. Nowa szkoła, nowi ludzie... Mam to szczęście, że jestem w klasie z Marzeną i Agatą.
Nie spodziewałam się tego, co jest. Trafiłam na naprawdę wspaniałe osoby. Nie było problemów z poznaniem się, ale to chyba ze względu na to, że spotkaliśmy się wcześniej na lekcji pokazowej. Z niektórymi dziewczynami nawiązałam stały kontakt. Kilka osób ma nawet podobny gust muzyczny, z czego bardzo się cieszę. Słuchają k-popu, czy j-rocka, ale i tak bardzo się cieszę, że nie jestem sama z moimi zainteresowaniami.
Nauczyciele są o wiele lepsi niż w poprzedniej szkole. Mili, wymagający, śmieszni, potrafią dotrzeć do młodzieży. Podoba mi się sposób ich nauczania. Potrafią wytłumaczyć materiał i zwolnić tępo, jeśli czegoś nie rozumiemy. Nie mam im (jeszcze) nic do zarzucenia. Muszą od nas wymagać, w końcu jesteśmy w najlepszym liceum.
Myślałam, że będzie gorzej, ale teraz mam inne zdanie. Pozbyłam się większości kompleksów, nikt nie zwraca uwagi na moje rysy twarzy, czy wagę. Podoba mi się to. Tylko w gimnazjum ludzie zwracają na coś takiego uwagę. Nie jestem gruba, ale jednak mam trochę więcej tłuszczu na brzuchu niż moje rówieśniczki i to wpędzało mnie w okropne zakłopotanie.
Chyba o niczym nie zapomniałam napisać. A, zdobyliśmy pierwsze miejsce w konkurencji prezentacji klas i drugie w konkurencjach sportowych.
Mam nadzieję, że Wy także dobrze czujecie się w szkole.

piątek, 27 czerwca 2014

Koniec gimnzajum

Zakończyłam edukację w przybytku zła wszelkiego, potocznie zwanym gimnazjum. Nie mogę sobie tego uświadomić. Tak szybko minęły trzy najlepsze lata mojej edukacji. Miałam naprawdę wspaniałą klasę. Szczerą i zgraną. Nie okazywaliśmy tego jak inne klasy. Zwykle spędzaliśmy czas w swoich grupach nie wchodząc w drogę innym. Kiedy trzeba było pomóc każdy pomagał jak mógł. Kiedy coś się działo stawaliśmy w obronie kolegi/koleżanki. Nie obgadywaliśmy kolegów z klasy. Mogę powiedzieć, że byli moją pokręconą rodziną.
Dzisiaj prawie wszyscy z klas trzecich płakali. W mojej klasie tylko jedna osoba. Nie było tego sztucznego smutku. Żartowaliśmy, uśmiechaliśmy się, żegnaliśmy przytuleniem i całusem w policzek. Każdy z nas był smutny, to oczywiste. Zachowywaliśmy to jednak dla siebie, chcąc razem spędzić ostatnią godzinę.
Było mi przykro, kiedy kilka osób wyszło z klasy nie żegnając się z resztą. To naprawdę bolało, ponieważ myślałam, że oni także uważali nas za rodzinę. Nawet klasowa gangsterka potrafiła przyjść na przystanek autobusowy i się z nami pożegnać.
Przyjaciele mojej siostry bardzo miło mnie pożegnali. Sami przyznali, że byliśmy fają klasą i postarają się nam dorównać. Powiedzieli mi, że będą za mną tęsknić ^.^ . Było to dla mnie niezwykle miłe, ponieważ często z nimi spędzałam czas. Zaprosili mnie na odwiedziny gimnazjum po wakacjach. Tradycyjnie zostałam przez nich prawie uduszona :)
Będę tęsknić za niektórymi nauczycielami. Najbardziej za nauczycielką historii, geografii i angielskiego. Uważam, że są najlepszymi nauczycielkami w moim gimnazjum.
Będzie mi brakować tego wszystkiego. Teraz zaczynam nowy rozdział, ale stara historia będzie mi towarzyszyć już zawsze.  

Udanych wakacji :)

piątek, 9 maja 2014

Czym wkurzyć introwertyka

Introwertyk to według SJP "człowiek mało zainteresowany światem zewnętrznym, skupiający się na własnych przeżyciach". Według dzisiejsze młodzieży introwertyk to dziwak. Tak, dziwak. Nie chce mieć wielkiego grona przyjaciół, woli siedzieć w domu, nie poznaje nowych osób. No jak można?
Nie piszę tu o wszystkich introwertykach- bazuję bardziej na swojej osobie.

Jesteś straszną nudziarą
Sory, taki mamy klimat... Nie zmienię się na dzisiejszą modłę. To niemożliwe. Jestem sobą i staram się to pokazywać. Nie chcę nosić sztucznej maski. Introwertyka nie da się zmienić. On ma to już zakorzenione w psychice. Taki jest i koniec. To, że jestem nudna. Chyba chodzi o to, że jestem małomówna i nieobecna myślami. A, pewnie też wpływa na to fakt, że w gimnazjum nie byłam na żadnej szkolnej dyskotece. Jak mogłaś!? Może to wynikać także z faktu, że Królik woli czytać książkę, siedzieć przed komputerem, słuchać ulubionych piosenek niż balować i włóczyć się po nocach.

Nic w życiu nie osiągniesz
Aha, jassne. Pogadamy, kiedy będę leżeć w złotej wannie. Nie trzeba być ekstrawertykiem, żeby coś osiągnąć. To zależy tylko od wiedzy, pasji i wytrwałości człowieka. Ten tok rozumowania jest dla mnie niezrozumiały. Niby dlaczego introwertyk nic w życiu nie osiągnie? Ponieważ nie obchodzi go świat zewnętrzny? Ponieważ niezbyt lubi przebywać z innymi? Ciężko jest mi pojąć coś takiego.

Pewnie nie masz przyjaciół
A, nie- akurat mam. Trójkę wspaniałych przyjaciół, którym nie przeszkadza to, że jestem introwertykiem. Są dla mnie bardzo ważni. Introwertyk może mieć przyjaciół, tylko muszą oni tolerować nasze zachowanie, mieć podobne zainteresowania itp. Moi przyjaciele są bardziej ekstrawertykami, nie przeszkadza mi to. Ciągną mnie do świata ludzi.

Nie lubisz ludzi
U mnie to prawda. U innych niekoniecznie. Jestem aspołeczna, a nie każdy introwertyk taki jest. Odznaczam się dosyć wysoką tolerancją, więc moja niechęć do większości przedstawicieli gatunku homo sapiens jest dobrze zamaskowana.

Nie masz poczucia humoru
Mam. I to całkiem niezłe. Tylko mnie śmieszą wyrafinowane żarty. O politykach, służbie zdrowia, klerze, te z podtekstami i te o stereotypach. Ciężko śmiać się z odgrzewanych sucharów.

Nie lubisz rozmawiać z innymi
Tutaj uwaga: introwertycy potrafią, a nawet LUBIĄ rozmawiać. Ale rozmowa musi być rozmową cywilizowaną i na odpowiedni temat. Rozmowy o "dupie Marynie" to raczej nie moja bajka.


To chyba wszystkie stereotypy, które mnie drażnią. Bycie introwertykiem nie jest takie złe. Tylko niech nikomu nie przychodzi zmieniać introwertyka... :)


sobota, 19 kwietnia 2014

Tak więc... Wesołych Świąt!

Życzę Wam wszystkim Wesołych i smacznych Świąt Wielkanocnych,
Mokrego dyngusa,
zdanych testów gimnazjalnych
i... czego tylko chcecie :)

Dziękuję, że jesteście ze mną :)

środa, 16 kwietnia 2014

Polscy autorzy

Hej. Wracając z odwiedzin u dziadka coś mnie natchnęło do pisania.
Zapiski kursywą to "Ania". Jest to moje przeciwieństwo. Coś w stylu Gimbusa z "zapytaj Beczkę".

Dziadek mój mieszka z wujkiem, który (tak jak i ciotka) jest moją prywatną biblioteką. Zawsze, kiedy jestem u wujka (lub u ciotki) dostaję od nich książkę do czytania (znaczy u wujka wybieram). Z racji, że wujek wyjechał, tylko sprawdzałam jakie tytuły są u niego dostępne i czy przypadną mi do gustu. I tu jest mój punkt zaczepienia. Wujek ma w większości książki tylko polskich autorów. Dobrych polskich autorów, których dzisiejsi ludzie nie kojarzą zbyt dobrze. Ale jest Rowling i Mayer! One są przecież wspaniałymi autorkami. Wiele osób kojarzy "Pana Lodowego Ogrodu". Od tego zaczęła się moja przygoda z polską fantastyką (nie od "Wiedźmina", mimo, że jest to świetna książka). Wciągnęło mnie i nie puszcza. Słyszał ktoś o Kossakowskiej? Pilipiuku? Dębskim? Jest ich wielu więcej i piszą książki warte polecenia i przeczytania w trybie natychmiastowym. Sapkowskiego kojarzy każdy.
"Cudze chwalicie, swego nie znacie..." Jakież prawdziwe jest to przysłowie, jeśli chodzi o polską literaturę fantastyczną. A połączenie historii polskiej z fantastyką i mitologią słowiańską? Absolutne mistrzostwo!
Wiele osób uznających się za fanów fantasty całkowicie zapomina o polskich twórcach.

Jeśli chodzi o klimaty wampirów i wilkołaków
Nareszcie! Będzie o Edwardzie!
Zmierzchu nie czytałam i nie przeczytam. Czytałam tylko "Pamiętniki wampirów" i to niecałe. Najbardziej podobała mi się część bodajże 4, gdzie walczyli z kitsune :)
Tutaj trochę odbiegam od tematu, ale co tam. Kiedyś uwielbiałam klimaty krwiopijców, ale teraz to zanikło. Wolę tematykę doniosłych bitew i ostro zakrapianych biesiad po zwycięstwie.
Gdzie Edward?

Nie wiem, o czym jeszcze napisać.... Wiem! O "Alicji".
Czytał ktoś "Alicję" Piekary?
Książka pisana ciekawym i prostym językiem, nie posiadająca rozdziałów, tylko oddzielenia między częściami. Wciąga i sprawia, że czytelnik ma ochotę pomyśleć nad tym, kim jest Alicja czy czarny kruk (ups, spoiler). Czasami wydaje się monotonna, ale to wrażenie szybko mija.
A może "Maska Luny"? Moździoch połączył tutaj horror i tematykę mitologii słowiańskiej. Potrafiłam czytać do późnych godzin nocnych, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. A na lekcjach polskiego zbierałam opiernicz za czytanie :) Jeden minus: czasem akcja była bardzo monotonna, a częste opisy każdego dnia były nudzące. Główna bardzo wartka akcja toczyła się na ostatnich stronach książki.

Ciekawostki:
- mój rekord w czytaniu, to czytanie do godziny 5.00 nad ranem. Zaczęłam o 16.00
- przy zakończeniu prawie każdej książki płaczę. Nie wiem dlaczego. Albo z powodu wzruszającego zakończenia, albo z powodu zakończenia niezwyklej przygody.
- przy zakończeniu "Pana Lodowego Ogrodu" płakałam dobre 5 minut


Udanego długiego weekendu i trzymajcie za mnie kciuki na egzaminach :)

piątek, 21 marca 2014

Moje pasje, a przyjaciele

Dawno nie pisałam... Trochę w tym winy choroby (trzeba było nadrobić zaległości) i trochę mojego lenistwa i braku "weny".
Dzisiaj temat dosyć trudny. Opisuję jak moi przyjaciele reagują na moje pasje.

Mam jedną najlepszą przyjaciółkę. Jest ona całkowitym przeciwieństwem mnie. Często się uśmiecha, nie boi postawić się innym, umie rozmawiać z innymi, słucha reggae (kiedy ja wole rock). Dużo osób mogłoby pomyśleć "w jaki sposób one się przyjaźnią?", ale wydaje mi się, że przysłowie o przeciwieństwach jednak się sprawdza. Nasza przyjaźń opiera się na tolerancji i podobnych poglądach (politycznych też ^^). Nie znaczy to, że tylko na tym, ale nie będę pisać dokładnie wszystkiego, bo nie o tym tu mowa. Nie jest ona fanką anime, czy k-popu lub j-rocka. Można by rzec, że nie jest do tego przekonana. Jednak nie przeszkadza jej to, co robię, a czasem słucha ze mną moich ulubionych wykonawców, czy obejrzy jeden odcinek. Stwierdza, że nawet lepiej, że moje hobby są inne niż wszystkich i nie wstydzę się tego. Miło :) Jest (chyba) jedyną osobą z mojego otoczenia (oprócz rodzeństwa, które wciągnęłam w swój świat i z czego są zadowolone) szanującą moje pasje.

Mam też trójkę przyjaciół, którzy nie do końca rozumieją moje zainteresowania. O ile jednemu to całkowicie obojętne (sam ogląda Naruto), to od pozostałej dwójki słyszę czasem złośliwe komentarze. Nie są one aż tak złe, ale wchodzą mi na ambicje. Krótka historyjka: znalazłam w bibliotece mangę (szok x666) i postanowiłam zabrać ją do szkoły i przeczytać na j. polskim (nałóg, nie tylko mój), ale nie mogło być tak kolorowo i usłyszałam "jak ty możesz czytać takie głupoty; co ty w tym widzisz!?" etc. Stwierdziłam, że mnie się to podoba i nikt nie powinien mieć z tym problemu. Inny przypadek dotyczył mojego przyjaciela, który nie potrafił zrozumieć, że przeciągnęłam moje siostry na ciemną stronę mocy. Z uśmiechem na ustach odpowiedziałam, że to ich wybór. Było też coś o tym, że dziwne jest to, że ( nie wiem czy poprawne jest użycie dwa razy "że"... sprawdzić) oglądam anime i czytam (uwaga!) yaoi!

Szczerze? Jest mi to obojętne, co sądzą o moich pasjach. Nie ukrywam, miłe to nie jest, ale uznałam, że nie warto tracić przyjaciół, przez odmienne zdania. Nie oceniam ich pasji (zdarza mi się tylko czasem powiedzieć, że nie rozumiem jak mogą słuchać "My Słowianie", ale ta piosenka działa mi na nerwy). Czy powinnam pozwalać na krytykę? Nie wiem, ale jestem na nią przygotowana.

środa, 5 marca 2014

[luźniej] Jak to było z innymi gatunkami...

Cześć... Dawno mnie nie było, ale egzaminy zbliżają się wielkimi krokami.
Jak poznałam j-pop, j-rock, k-pop i reggae? Kiedyś pisałam o rocku i Evanescence, a teraz zamierzam opisać moją przygodę z innymi gatunkami.

K-pop
Jako fanga Nightcore przemierzałam Youtube w poszukiwaniu piosenek. Tak się jakoś stało, że trafiłam na piosenkę pod tytułem "Lucifer". Przypadła mi do gustu, ale po jakimś czasie zapomniałam o niej. Rok później przypomniał mi się obrazek z tej piosenki i zaczęłam znów szukać. Znalazłam! Zastanawiałam się jak brzmi w oryginale. Włączyłam Tekstowo i szukałam (było trochę wygodniej niż na YT). Wow, jest! Słucham. Od razu się w niej zakochałam (no, nie tylko w piosence :3). SHINEe stało sie moim ulubionym zespołem, ale nie jedynym. W międzyczasie zaraziłam tym moje siostry- plus jest taki, że nie słuchają czegoś, przez co więdną moje uszy. Tak więc chyba tyle...

J-pop
Tutaj było tak, że oglądając moje pierwsze anime "Vampire Knight" spodobał mi się ending. Piosenek Kanon Wakeshima słuchałam dniem i nocą. Później trafiłam na pewne radio internetowe i tam poznałam dużo więcej ciekawych piosenek. Nie żałuję :). Tutaj też udało mi się wciągnąć siostry, tylko z mniejszym skutkiem.

J-rock
Słuchając piosenek Kanon natknęłam się na jej producenta- Manę. Nie powiem, na początku był lekki szok, ale poczytałam trochę i było ok :) Później (także słuchając Kanon) natknęłam się na zespół An Cafe, dokładniej na piosenkę "Aroma". Yay, zakochałam się w niej i w głosie Miku. Później było tak jak z resztą :3. Około 2 miesiące temu na książkomordzie znalazłam w proponowanych Kamijo. Nie wiem dlaczego, ale zorientowałam się kim on jest itd. No, i zaczęło się... Nie muszę chyba pisać, że zakochałam się w jego głosie? Hahaha, jednak napisałam... Oczywiście słucham też innych zespołów The Gazette, One OK Rock i kilka innych. Jedyny minus: moje siostry nie lubią j-rocka T_T. Magda lubi tylko An Cafe.

Reggae
Tutaj historia jest inna. Zaraziła mnie tym moja przyjaciółka. Zaczęło się od piosenki "Sznurek", którą nuciłyśmy na przerwach. Później był Bednarek. A teraz, no cóż inna część sceny reggae. Słucham głównie NDK, Mesajaha, Gentlemana Raggafaya, Pajujo i Marley'ów.

Ciekawostki
Na początku nienawidziłam reggae.
Przez długi czas nie lubiłam G-dragona.
Podczas śpiewania "Sznurka" w momencie "nogi w waty, twarz mutanta" na korytarz weszła nasza nauczycielka fizyki :)
Znam na pamięć 5 piosenek Kanon, 3 An cafe, 2 Kamijo i jedną Vocaloid.
Ciągle udowadniam znajomym, że ich argumenty co do trzech pierwszych gatunków są inwalidami.

Pa :3

środa, 19 lutego 2014

Jesteśmy niewolnikami

Już mi lepiej... Mogę pisać :)


Jesteśmy wolnymi ludźmi, czyż nie?
Nie.
Wszyscy jesteśmy niewolnikami. Tylko tego nie zauważamy. Żyjemy ze złudnym poczuciem wolności.

Tylko niech nikt się nie oburza po przeczytaniu tego tekstu. Moje zdanie i tak nic nie znaczy.

Ale przecież jesteśmy wolni. Nie jesteśmy zniewoleni przez nic i nikogo!

Jesteśmy.
Przecież jesteśmy niewolnikami dzisiejszego świata. Mody, fejsbóka, technologii, mam wymieniać dalej?
A teraz pokrótce scharakteryzuję typy niewolnictwa:
1. Niewolnictwo modowe
Musimy mieć ubrania znanych marek, zgodne z trendami. Musimy mieć określony model telefonu z pierdyliardem aplikacji. Musimy słuchać plastikowej muzyki lansowanej w stacjach. Musimy mieć odpowiednio ułożone włosy i odpowiedni zapach perfum. Musimy uwielbiać dzisiejszych idoli. Musimy być krejzi i żyć YOLO. Ciągle jesteśmy nieszczęśliwi z powodu miłości. Wygłaszamy głupiutkie cytaty z bestów na temat miłości i przyjaźni...
Ale przecież jesteśmy inni i jedyni w sowim rodzaju!
Taa, już... W swoich Vansach i rurkach, z grzyweczką na bok i iPhonem i kieszeni. To nie jest oryginalność... Ale zapomniałam, że ja się nie znam. Moje zdanie jest niczym wielkim.
2. Niewolnictwo fejsbóka
Założę się o moje struny głosowe, że 7% populacji bogatej północy nie ma fejsa. Teraz nawet 10-latki mają założone konto na tym portalu społecznościowym. Sama coś takiego zaobserwowałam. I tu się muszę przyznać- też mam fejsbuka.
A widzisz! Piszesz o czymś, a sama tak się zachowujesz.
Tylko ja nie wrzucam 10 słit foci z kaczym dziubkiem i nie żebram o kciuki w górę pod zdjęciami. Nie chwalę się też tym, co kupiłam bądź zrobiłam. Mam tego fejsa tylko po to, żeby porozumieć się szybko ze znajomymi i obejrzeć ciekawe zdjęcia moich idoli. Koniec w temacie.
3. Niewolnictwo technologiczne.
I tutaj mogłabym się rozpisać, ale mi się nie chce...
Technologia idzie do przodu bardzo szybko. Co chwilę widzimy nowe innowacje i nowe produkty ułatwiające życie. Nie powiem, że technologia jest zła. Przecież ta technologia ratuje ludziom życie co kilka sekund. Ale, ale... Jest też postęp zły. Cały czas ułatwiamy sobie życie. Po co biegać na świeżym powietrzu, skoro mamy Xpudła z grami sportowymi? Po co mam wyjść i spotkać się z przyjaciółmi, skoro mogę włączyć kamerę i połączyć się z nimi przez internet? Po co czytać książki, skoro są ich ekranizacje i ebooki?
Ale przecież to jest dobre!
Ok, sama lubię niektóre unowocześnienia, ale z umiarem. Wolę pójść do przyjaciółki i z nią plotkować w cztery oczy. Lubię oglądać filmy i ekranizacje książek, ale nigdy film mi ich nie zastąpi. Mogę się (znów) założyć, żer niewiele dzieciaków ma w rękach inną książkę niż podręczniki szkolne. Zdarzają się oczywiście kochane wyjątki.

Niewolnikiem jest każdy, ja też. Trochę trudne do przełknięcia, prawda?
Mam do Was pytanie: jakie jest najgorsze niewolnictwo teraźniejszości?

piątek, 7 lutego 2014

Zawieszenie

Hej...
Mam wiadomość dla osób, które czytają mojego bloga.
Zawieszam go na czas nieokreślony.
Nie mam pomysłów na prowadzenie go. Wypaliłam się. Jestem leniem. Wybierzcie co chcecie... :)
Wrócę jeśli będę miała coś ciekawego do powiedzenia napisania.

                                                          Wszystkiego dobrego.
                                                           Do widzenia.

piątek, 31 stycznia 2014

Dwa oblicza zimy.

Zimno.
 Nienawidzę zimna. Powyżej 10°C na dworze jest względnie ciepło. Zima to pora roku, która budzi we mnie mieszane uczucia. Raz ją kocham, a raz nienawidzę. Ale do rzeczy.
Kocham śnieg... Kiedy jest za oknem a ja nie mam z nim zbyt dużej syczności. Od kiedu go nienawidzę? Od początków gimnazjum, kiedy to zastałam w nim wytarzana. Brr... Normalnie jest ok. 
Lubię zimę jeśli nie ma śniegu- no może jeśli jest go trochę, ale mało. Najlepiej 5-8 cm. 
*Ale przecież bez śniegu nie ma "magii" świąt.* Oj a takowa w ogóle po przekroczeniu dziesiątego roku życia była? 
*I znów zima zaskoczyła kierowców.* Już mi się to nudzi. Naprawdę. Przepraszam, ale halo! Jest zima. A w zimie jest śnieg! Kierowcy nie powinni być zaskoczeni. Przecież to oczywiste, że ten śnieg spadnie, więc kierowcy powinni być przynajmniej trochę przygotowani.
*I znów narzekania na stan dróg* Oj, tutaj się przyłączam, bo zaśnieżona i oblodzona powierzchnia nie jest tym czego pragnę.
*Gimby zaczynają "podryw"...* I znów się zaczyna popularne tarzanie dziewczyn w śniegu i ciskanie w nie śnieżek. Bosz jak ja pragnę końca zimy. A może lepiej nie...
*A po zimie roztopy.* A co za roztopami idzie- błoto, mnóstwo błota. Wydaje mi się, czy jestem przewrażliwiona? 
A może teraz te dobre strony? Jakoś nie mam dzisiaj weny na narzekanie...
*Dobre usprawiedliwienie pobytu w domu.* Przynajmniej mogę się tłumaczyć tym, że nie chcę chorować lub tym, że jest za zimno. A wtedy witajcie lenistwo i spokój! 
*Mam czas na prawie wszystko...* Takie siedzenie i nicnierobienie mogę spokojnie przeznaczyć na czytanie książek i oglądanie anime, ewentualnie na naukę. 
*Ferie!* Ale dla mnie już koniec i czas odrobić zadania z angielskiego, przygotować prasówkę i nauczyć się na sprawdzian z polskiego. Miodnie... Pociesza mnie dodatkowo fakt, że w poniedziałek mam kochaną godzinę wychowawczą. No skaczę z radości. 
Chyba nie mam nic więcej do powiedzenia napisania...

czwartek, 23 stycznia 2014

Jestem "anty"

Słyszę to często.
Do rzeczy: nie udzielam się w szkole, wszystkie akademie i inne uroczystości omijam, zostaje w cieniu, nie wyrażam swojego zdanie jeśli nie muszę. I mogłabym wymieniać dalej, ale po co?
Jestem introwertykiem.
Wiele osób często tego nie rozumie. Moja wychowawczyni (pani psycholog i pedagog szkolny) twierdzi, że po prostu jestem leniwa. Nawet tłumaczenie jej, że naprawdę nie lubię takich akcji i publicznego pokazywania się ona twierdzi swoje.
Jestem aspołeczna.
Ludzie tego nie rozumieją. Jako gimbus powinnam być szalona i żyć YOLO (lol, no). Wolę siedzieć w domu z książką zamiast chodzić na dyskoteki (btw, na żadnej w gimnazjum nie byłam). Większość klasyfikuje mnie jako odludka. Nie można się ze mną dogadać- naprawdę, to trudne.
Jestem anty.
Do wszystkiego. Dlaczego? Ponieważ taka mam naturę. Dlaczego osobom z mojego otoczenia tak trudno to zrozumieć? Chyba urodziłam się w złej epoce...
Na co jeszcze ponarzekać? Może na klimat :)?
Nie mam chłopaka. Dlaczego? Ponieważ nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi osobami. W towarzystwie moich przyjaciół zachowuję się normalnie, ale jeśli dołączy do nas inna osoba moje zachowanie się zmienia. Jestem spięta, uważam na słowa, czuję się nieswojo. Kochane moje cechy no-lifa.
Ponarzekamy na muzykę?
Popu nie słucham, ponieważ jest nudny. Nie chcę tu nikogo obrazić- to tylko moje nieważne zdanie. Nie słucham rapu, bo do mnie nie dociera. Nie słucham disco polo, ponieważ nie widzę sensu w słuchaniu piosenek o tym samym, śpiewanych przez osoby o prawie takim samym głosie.
Ponarzekamy na coś jeszcze? Może na dzisiejszą młodzież?
Nie piję, nie palę, nie ćpam. Dlaczego? Bo to nie jest dla mnie. Nie chcę przez takie szczeniacki zachowanie udowadniać, że jestem fajna niszcząc tym kosztem moje kruche zdrowie. Nie rozumiem tej idei- "pijesz, palisz, ćpasz- jesteś fajny". Robienie fotek z dzióbkiem? Sorry, ale nie. Wystarczy, ze na codzień mam kaczy dziób. Fotek na książkomordę nie wrzucam co godzinę. Nie noszę tapety, moja twarz gości minimalny makijaż "od święta".
Ok, koniec narzekania. Tematy mi się kończą...
Chcecie ponarzekać? Narzekajcie w komentarzach! Ja poczytam i będę to rozumieć. 
I jeszcze jedno: nie bójcie się być sobą! Bądźcie anty jeśli chcecie. 
Koniec.

czwartek, 2 stycznia 2014

Postanowienia noworoczne...

Wiele osób w wieczór sylwestrowy czy też w pierwszy dzień nowego roku robi listę postanowień noworocznych. Są to zazwyczaj postanowienia typu: będę się zdrowo odżywiać i ćwiczyć, czy będę pracować nad swoim charakterem. Do niedawna należałam do tego grona, ale w tym roku koniec! Po co mam robić listę głupich postanowień skoro i tak wiem, że ich nie spełnię? Nie znam ani jednej osoby, która wytrwałaby w swoich postanowieniach dłużej niż 5 miesięcy. Sama tylko raz wytrwałam w jednym postanowieniu przez pół roku... Uważam, że postanowienia nic nie dają. I tak nic nie zmienią. Może są w Polsce przypadki w których naprawdę udało się wytrwać w postanowieniach.
Chociaż... *tu przeszło mi przez myśl kilka postanowień związanych z książkami i anime*
Nie. Jednak nie, to głupie.
Ok koniec moich głupich rozmyślań. Idę czytać Piekielnych ^^